sobota, 27 grudnia 2014

UFO w Bratysławie


Wyruszyliśmy w pośpiechu, bo weekend, o dziwo, trwa tylko dwa dni.

Polska jaka jest - każdy widzi, zacznijmy więc od momentu, w którym znajdujemy się na terenie obcym.

Cóż za piękne chwile, kiedy słońce wznosi się coraz wyżej i wyżej, a Ty suniesz samochodem wąskimi dróżkami przez malutkie miejscowości i w każdej z nich podziwiasz w oddali zameczek wznoszący się na szczycie góry.

Czy nie cieszy Was chwila, w której przekroczycie granicę i słyszycie obcy język? Chwila, gdy spoglądając na jakiś napis, zastanawiacie się - co to do cholery oznacza?

Ja to uwielbiam.

Czuję się wolny. Czuję, że jestem gdzieś, gdzie problemy życia codziennego nie dotyczą mnie w najmniejszym stopniu. Zostały w Polsce, a ja uciekłem...

I te inne przepisy ruchu drogowego... coś wspaniałego, kiedy tworzy się za Tobą korek, bo nie wiesz czy to już możesz jechać 90km/h, czy może powinieneś jeszcze się pohamować. A przecież wszędzie tyle o tym,  że te unijne mandaty takie wysokie... bo w Euro.
I tak suniesz niepewnie... Ci bardziej nadgorliwi starają się Ciebie wyprzedzić... a Ty suniesz...

BRATYSŁAWA

Meldunek w hotelu. I ten moment... to małe rozczarowanie...
To serio tak właśnie wyglądało na zdjęciach w necie?
Ale jeśli nie jest najgorzej - przecież nie przyjechałeś tu żeby siedzieć w hotelu.

No to ruszamy!

Miejsca, w których powinieneś się znaleźć, odwiedzając Bratysławę, podążając moim dobrym tropem:

- Rynek
- Niebieski Kościół
- Zamek
- Restauracja UFO

Szału nie ma? No cóż - nie ma!

Będąc w Bratysławskim rynku, w piękny słoneczny i  gorący lipcowy dzień, podsmażyłem się niemiłosiernie? I po co mi to? No jak to? Bo to rynek. A ja lubię rynki. Owszem włóczenie się małymi, bocznymi uliczkami jest fajne, ale rynek daje przestrzeń i można spojrzeć na miasto z nieco innej perspektywy.

Rynek Bratysławski

Uwielbiam kiermasze. Wy nie? Te stragany z wiszącym chłamem. Badziewny hand made. Coś fantastycznego. I tak chodzę od jednego stoiska do drugiego i myślę co będzie mnie najbardziej satysfakcjonować. Ręcznie wyszywana chusta, czy może mały metalowy znaczek z flagą? Zawsze wybieram znaczek, ale zanim to nastąpi potrafię poświęcić godziny na podjęcie dobrej decyzji.

Kiermasz w Rynku

Niebieski kościół. Czyli co? I po co? Sam nie wiem... nigdy wcześniej nie widziałem NIEBIESKIEGO KOŚCIOŁA, więc postanowiłem nadrobić ten brak w mojej historii. Jak wrażenia? No cóż... Niebieski kościół, jak to Niebieski kościół... stoi... jest niebieski...
Czy wszedłem do środka? Nie.
Czy zatrzymałem samochód? Nie.
Zwolniłem, popatrzyłem, odjechałem.
Dlaczego?
Dlatego, że to Niebieski kościół, który chciałem zobaczyć, żeby odhaczyć go na mojej liście, ale żeby zaraz kontemplować jego piękne ołtarze, czy co tam miał... niekoniecznie.

Kościół Św. Elżbiety

Zamek Bratysławski. Historia całkiem podobna do tej z Niebieskim kościołem. Z tą jednak różnicą, że nie przejechałem, a zatrzymałem się i podszedłem bliżej. Usiadłem na ławce, zrobiłem kilka zdjęć i odszedłem.

Zamek Bratysławski

No i najmocniejszy punkt wycieczki po Bratysławie - Restauracja UFO.
Po prostu nie można przegapić!!!
Ale od początku.
Jedziesz sobie dwupasmówką, zbliżając się do Dunaju. Wjeżdżasz na most... patrzysz w górę... a tam kosmiczny spodek wylądował...

Restauracja UFO

No to jak spodek, to nie można przegapić. 
Mała rada: pod tym mostem, od strony spodka jest parking. Ja nie wiedziałem, więc się nachodziłem, ale może i dobrze.
Jak się tam dostać? Windą. Wskazówki odnalezienia windy dokładnie jak te, co do szukania parkingu.
Kupujesz za kilka Euro bilet i jedziesz na górę. I teraz masz dwie opcje do wyboru. Napijesz się kawy i zjesz ciastko (dosyć droga opcja, ale również i kawa dobra), albo poczujesz wiatr we włosach i ruszając nogami, wdrapiesz się na kolejny poziom statku kosmicznego - na jego dach, i będziesz podziwiał piękną panoramę Bratysławy.
No i jeszcze jedno. Przed wyjazdem, poszukując w internecie atrakcji, które warto by odwiedzić, trafiłem gdzieś na komentarz, aby będąc w tejże restauracji koniecznie odwiedzić toaletę. Hmmm...
No, ale dobra. Więc maszeruję tam... I co widzę? Oryginalnie urządzone pomieszczenie. Pisuary z blaszanych wiader, jeden od drugiego oddzielony jakimś krzakiem doniczkowym, a przede mną szyba, przez którą oddając się niesamowitej przyjemności oddawania płynu, mogę podziwiać widoki z góry. Jeżeli to czytacie, to może wam się wydawać, że jak pisuary z wiader i krzaki to, to jakiś kibel niższej kategorii... nic bardziej mylnego - wszystko zrobione ze smakiem i należytym porządkiem. Tylko, no cóż, bardzo ciasno... i... no nie wiem jak Wy, ale ja nie przepadam za oddawaniem się prywatnym czynnościom w atmosferze wzmożonego tłoku, a tam niestety zachodzi taka konieczność. Ale co kto lubi...

Restauracja UFO wewnątrz
Z tarasu widokowego na dachu UFO
I w drugą stronę

Refleksja

Wszyscy Polacy powtarzają jak mantrę - Na Słowacji to się po Polsku z wszystkimi dogadasz! 
No cóż... niekoniecznie. Próbowałem kilkukrotnie i patrzyli na mnie jak na idiotę. Więc zrezygnowałem i przeszedłem na angielski. 
No właściwie to skłamałem. Owszem, po polsku dogadałem się raz, ale nie wiem czy to się liczy, bo w hotelu. Recepcjonistki jak to one, mówią w różnych językach, więc chyba nic dziwnego.

Dla tych z Was, którzy czują magię miejsca poprzez jego "magiczne uliczki" (czyli na przykład ja):





Zaskoczenia:

Słowacy w przeciwieństwie do nas, przestrzegają przepisów ruchu drogowego: Jak jest pięćdziesiątka to jadą co najwyżej pięćdziesiąt. No owszem zdarza się, że ktoś posunie z siedemdziesiąt, ale to wyjątek. Czyli całkiem odwrotnie do tego, co w naszym rodzimym kraju.

Drugie zaskoczenie - poziome znaki drogowe, czyli te linie namalowane na jezdni, wytyczone są idealnie. Jak jest łuk to jedziesz po nim bez dodatkowego dokręcania kierownicą w czasie skrętu. Niesamowita wygoda jazdy. Z drugiej jednak strony - linii tych prawie w Bratysławie nie widać. Zanikają i nikt nie myśli żeby je odmalować.

Trzecie zaskoczenie -  bardzo mały ruch na drogach w Bratysławie.

Zaskoczenie czwarte i ostatnie - po angielsku dogadasz się z każdym, nawet z dziewczyną z budki z lodami. Mówimy tu o angielskim zaawansowanym oczywiście. No... właściwie z każdym prócz obsługi supermarketów. Oni ni słowa... ni w ząb.

Garść informacji:

- Waluta: Euro
- Koszt winiety Słowackiej - 10 Euro,
- Ograniczenia prędkości na Słowacji - w terenie zabudowanym: 50 km/h (od 23.00 do 5.00 - 60 km/h), poza terenem zabudowanym: 90 km/h, na autostradach: 130 km/h,
- Co kupić?: No oczywiście, że czekoladę Studentską.

Wskazówki:

- Niebieski Kościół - ul. Bezrucova 2
- Zamek Bratysławski - odnajdź ulicę "Zámocká", a odnajdziesz go...
- Restauracja UFO - szukaj Novego Mostu

I jeszcze mała fotorelacja:

Do Rynku
Do Rynku
W Rynku
W Rynku
Rynek
Do Rynku


Do Rynku

Czy warto? 
Jak na krótki wypad... Czemu nie?

4 komentarze :

  1. Super się czyta! A mówią, że w Bratysławie nic nie ma.. przyznam, że sama do tej pory omijałam, a tu proszę, chociażby dla tej "nieziemskiej" restauracji warto się wybrać. Piękne zdjęcia. Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i dziękuję. Teraz już wiem, że ktoś to czyta... i będzie czytał dalej... Bardzo mi miło :)

      Usuń
  2. Paulina Dębicka1 lipca 2015 12:31

    Bardzo fajny opis :-) w przyszłym tygodniu jadę i już wiem co warto zobaczyć!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bartosz Zych1 lipca 2015 12:42

    Cieszę się, że mogłem pomóc. :)

    OdpowiedzUsuń