wtorek, 30 grudnia 2014

Wiedeński Prater? Tak, poproszę!


Najpierw do Prateru, a jak zostanie trochę czasu to pozwiedzamy Wiedeń.

Czy ten Dobry Trop jest rzeczywiście taki dobry jak go maluję?
Pomyślmy... Zastanówmy się...
Dlaczego nie?
Ma być przecież jak najatrakcyjniej.
Ma być dużo zabawy.
Ma być dużo emocji i wrażeń skumulowanych w jeden dzień.

Ale zacznijmy od początku...


Na początku nie było nic. A później człowiek (jakiś zupełnie przypadkowy obywatel) stworzył niepewność... Niepewność ta rosła i rosła, aż stała się tak ogromna...
No niezupełnie. Rosła i rosła, ale postanowiłem nie wchodzić z nią w głębszą interakcję, no bo po cóż...
Czym była wspomniana niepewność i kim był obywatel?
Śpieszę z wyjaśnieniami.
Obywatel to w tym przypadku nazwa zbiorcza kilku Polaków po przejściach, natomiast niepewność to nic innego jak... uwaga... zwykła niepewność: jak to będzie? Skoro oni tak mówią, że tak właśnie jest, to tak musi być, a skoro tak jest no to nie wiem... może odpuszczę sobie ten Wiedeń.
Co mówili?
Myślę, że tradycyjnie: Oooo, tam to nie lubią Polaków!
Swoją drogą: Czy jest jakieś miejsce na Ziemi, gdzie Polaków lubią?

Jednym uchem wpuściłem, drugim wypuściłem i pojechałem.

Czy spotkałem się z powodującymi ciarki, aktami agresji?
No nie.
Czy spotkałem się z jakimikolwiek innymi niemiłymi docinkami, spojrzeniami, opluciami?
I tutaj pewnie niektórych zaskoczę... Nie.
Nie byłoby dobrze, gdybym nie dopisał w tym miejscu, o mieszkańcach Austrii, którzy kiedy tylko wsiądą za kółko i wyjadą na ulicę, stawiają sobie za punkt honoru, wypatrzeć jakiś samochód z polską rejestracją i wytrąbić go klaksonem... niemiłosiernie.
Czy mam takie doświadczenia?
Nie mam.
Nie piszę, że ludzie to kłamcy, ani też, że mają zbyt wybujałą fantazję... może zwyczajnie przyzwyczajeni są do sposobu jazdy, jaki praktykują w Polsce... a no cóż... nie wszystkim musi się to podobać.

Miejsca, w których powinniście się znaleźć, odwiedzając Wiedeń, podążając moim Dobrym Tropem:

- Prater
- Rynek
- Katedra św. Szczepana (czyli znowu rynek)

Prater. A cóż to?
Jeżeli zadajesz takie pytanie, oznacza to, że masz niemałe braki w zakresie rozrywki.
Teraz właśnie jest moment, w którym będziesz je nadrabiać, drogi czytelniku.
Prater to nic innego jak Park.
Co w tym wyjątkowego?
Otóż na terenie wspomnianego Parku mieści się cudowny plac zabaw.
Jakiż to plac zabaw?
Nazwijmy go Wesołym Miasteczkiem.

Wiener Prater

Przed wyjazdem do Wiednia, a po zasłyszeniu o tym miejscu, zadałem sobie jedno pytanie: Czy ja chcę tam jechać? Wesołe Miasteczko? W Polsce też są, a nie jeżdżę.
Byłem już bliski odrzucenia tego pomysłu, aż nie przeczytałem o Praterturm. I to przeważyło szalę. Nie było już innej możliwości. Trzeba jechać!
Praterturm. Pytacie... No dobra, wiem, że to ja sam siebie pytam, a teraz sam siebie się czepiam...
Co to jest?
Jest to (sam sobie odpowiadam) jak się domyślacie - karuzela!
Zwykła? Nie! Niezwykła!

Praterturm

Siadacie na dwuosobowej ławeczce podczepionej na cieniutkich... naprawdę przerażająco cieniutkich (a może tak mi się tylko wydawało) łańcuszkach. Zapinacie pasy i zaczyna się przedstawienie, którego ja nigdy nie zapomnę i o którym, jestem pewien, nikt kto doświadczył nie będzie miał czelności zapomnieć.
Czy karuzela może mieć swoją liczbę? Tym bardziej karuzela łańcuchowa? O, tak! 117! To liczba przypasowana do tej, którą opisuję w tej właśnie chwili. 117 metrów. Taka to wysokość, na którą unosi się mechanizm ciągnący za sobą nas. Malutkich, dwumetrowych ludzi. Na tych cieniusieńkich łańcuszkach.
I jeszcze kręci się dookoła!

Wsiadając, pomyślałem: Haha, karuzela łańcuchowa. No fajnie, fajnie.
Gdy się unosiłem: Trochę szybko lecimy w górę.
Gdy byłem już w górze: (przez zaciśnięte zęby wykrzesałem z siebie) Nie porusz nawet najmniejszym mięśniem!

Niezapomniane, nieopisane, cudowne...

A jak wraca w dół, tak w połowie wysokości, mechanizm przyśpiesza obroty...

W oddali Praterturm

No, ale nie na Praterturm świat wiedeńskich uciech się kończy.

Obszedłem cały teren i obejrzałem wszystkie te dziwy.
Użytkowałem jeszcze tylko trzy...
Nie będę może szczegółowo się o tym rozpisywał, ale - i to trzeba sobie powiedzieć - zatykających dech w piersi, czy powodujących palpitacje rozmaitości znajdziecie tam... no kilka na pewno.

Jeśli zdarzy się tak, że po przeczytaniu tych moich wypocin, stwierdzicie: Jadę! Życie moje bez Prateru nic nie znaczy! Muszę tam jechać!
Dla tych z Was dla których powyższe stanie się życiowym celem, czy marzeniem:
Porządnie zmechanizowana, acz mało atrakcyjna na tle pozostałych: Volare.
Stajesz sobie w... nazwijmy to kapsułą...
Stajesz w kapsule, która odwraca Cię... i jesteś w pozycji leżącej... i jazda! Dookoła, do góry, w prawo i w lewo...
Dlaczego namawiam na odwiedziny Volare?
Dla Polskiego akcentu.
Mam nadzieję, że sam zainteresowany by się nie obraził, gdyby przeczytał, że tak wszem i wobec opowiadam o nim.
Tak, więc drodzy Państwo kupując bilet na tę konkretną atrakcję, śmiało możecie mówić po polsku, pod warunkiem, że w kasie zobaczycie umięśnionego, ściętego na krótko, z początku niebezpiecznie wyglądającego i jak się później okazało - małomównego Pana. Strasznie sympatycznego przy bliższym poznaniu.
Pozdrowienia ślę i dosyłam, bo miło wspominam.

Kończąc o balonikach i wacie cukrowej... przejdźmy do Rynku.
Wiedeński Rynek - myślę i myślę... i stwierdzam, że nie jestem w stanie oddać klimatu tego miejsca słowami... może zdjęcia, które tu zamieszczę, zbliżą Was do wczucia się...
Mnie osobiście... Na mnie... wywarł on... ten Rynek... spore wrażenie...
Bo niby nic takiego... Rynek... z wszystkich stron budynki, pośrodku Katedra św. Szczepana. Wielka... rzucająca cień...
Gorący dzień... a ja czułem jakiś taki... dziwny chłód.
Wspaniałe doświadczenie.

Katedra św. Szczepana

Refleksja:

Wracając jeszcze na chwilę do panującego poglądu o pałających nienawiścią do Polaków, Austriakach.
Z życia zaczerpnięte...
Wchodzę do sklepu z wielkim napisem SOUVENIRS i wybieram dla siebie piękny blaszany znaczek z flagą Austrii, staję w kolejce do obsługującego starszego Pana, po którym widać, że męczy go to życie, ale należy bardziej do tych co w takiej sytuacji piją, palą i chodzą z rozpiętą koszulą, niż do tych, którzy do rozmowy używają pięści... chociaż, kto wie...
Stoję więc... w tej kolejce, za dwoma Azjatkami... (mam nadzieję, że to nie faux pas, że używam określenia: Azjatki, skoro na Murzynów mówimy Afroamerykanie, to może na Azjatów jakoś tam... [Absolutnie nie jestem rasistą!]).
Stoją więc te Panie z Azji, a ja za nimi...
Sprzedawca, o którym już wspominałem, fuka na nie, rzuca im ich pamiątki, jak rzuca się ziemniaki świni w oborze...
To myślę sobie, no przecież jak on do mnie tak rzuci moim znaczkiem... to delikatnie rzecz ujmując - zdenerwuję się i stanę obok siebie.
Azjatki, jakby nigdy nic wychodzą zadowolone ze sklepiku... no to podchodzę, tamował kolejki nie będę. I nagle... uśmiech powraca na twarz sprzedawcy i obsługuje mnie jak najlepszego klienta.
Nie miałem wprawdzie koszulki z flagą biało-czerwoną, ale rozmawiałem wcześniej dosyć głośno po polsku, z nim po angielsku... Może miał człowiek jakiś uraz do kobiet...
Konsensus jest taki: Nie wszyscy nas kochają, ale nie wszyscy chcą nas zabić. A nawet jeśli, to nie odróżniają Polaka od nie-Azjaty.

Zaskoczenia:

Przed wyjazdem myślałem sobie: Wiedeń - to takie wyniosłe! Opery, teatry... Wiedeń! Muzyka klasyczna! Jak nie frak to co najmniej smoking.
Nie taki Mozart elegancki, jak go malują.
Świetne miejsce!
Oczywiście, jeśli chcecie poczuć "klasę" to nie ma problemu, poczujecie. Jeśli jednak wolicie poczuć luz - też nic nie stoi na przeszkodzie.

Garść informacji:

- Waluta: Euro,
- Często i gęsto parkingów podziemnych (nie takich przy galerii handlowej, tylko takich o! zwyczajnych). Zostawiacie samochód. Wyjeżdżacie windą i marsz!
- Koszt winiety Austriackiej - 8,5 Euro,
- Wstęp do Prateru - darmowy, przejażdżka Praterturm - 5 Euro,
- Ograniczenia prędkości w Austrii - w terenie zabudowanym: 50 km/h, poza terenem zabudowanym: 100 km/h, na autostradach: 130 km/h,
- Co kupić?: Proponuję Mozart Kugeln - to takie czekoladki z podobizną Mozarta na opakowaniu. Austriacy wyglądają na przesiąkniętych Amadeuszem - tak swoją drogą.
- Co zjeść?: Kawałek Wiedeńskiego Tortu Sacher'a. Czekoladowy. Średnio dobry, jeśli jeść go w zaciszu własnego domu, ale w Wiedniu - pycha. 

Wskazówki:

Prater - przy Ausstellungsstraße 40

I jeszcze mała fotorelacja:


Diabelski Młyn, Prater
I kolejny
Prater
Prater
Rynek
Rynek
Rynek
Do Rynku
Rynek


Do Rynku
Do Rynku
Do Rynku
Katedra św. Szczepana
Katedra św. Szczepana


Elegancja Austria...

2 komentarze :

  1. Ha! Znów jako pierwsza komentuję. Czy tylko ja to czytam? :P Powiedz proszę, ile kosztuje bilet na Praterturm? Czy wstęp do Parku jest darmowy?

    Pozdrawiam i Szczęśliwego Nowego Roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko Ty to czytasz, zawsze jak napiszę, to sobie przeczytam. Czyli czytają to minimum dwie osoby :p Co do drugiego pytania: wstęp do parku całkowicie bezpłatny, jeśli chodzi o Praterturm, to o ile pamięć mnie nie zawodzi - 5€ od osoby. Dziękuję za pytania - aż dodam to do posta :)
      I również życzę szampańskiej imprezy mojej najwierniejszej czytelniczce :)

      Usuń