poniedziałek, 5 stycznia 2015

Dobry Trop: Alternatywny tydzień







Ile trwa u Was tydzień? U mnie ciągnie się aż przez dziewięć dni...
To prawda, tylko w wakacje... zawsze jednak to coś.

Opowiem Wam więc historię jednego z moich dziewięciodniowych tygodni.
Tygodnia niesamowitych wrażeń i niesamowitej kompresji wydarzeń w czasie...
Tygodnia magicznych miejsc i niesamowitego zmęczenia...
Tygodnia, który stworzył mnie na nowo...


Fakty


Cele osiągnięte (w kolejności osiągania tychże):

  • Brno (Czechy)
  • Graz (Austria)
  • Mangart (Słowenia)
  • Bled (Słowenia)
  • Skoflje (Słowenia)
  • Piran (Słowenia)
  • Lublana (Słowenia)
  • Wenecja (Włochy)
  • Ferrara (Włochy)
  • San Marino (San Marino)
  • Lovran (Chorwacja)
  • Zagrzeb (Chorwacja)
  • Siófok (Węgry)
  • Budapeszt (Węgry)
Czas podróży:
  • 9 dni
  • 8 nocy
Odległość:
  • 3425 km

Przebieg


Pomysł był prosty, wsiąść w samochód i pojechać...
Zobaczyć ładne miejsca, zrobić jakieś fajne fotki i wrócić z uśmiechem na twarzy.

Wierutna bzdura!

Plan nie był prosty. Nie zobaczyłem ładnych miejsc. Nie zrobiłem fajnych fotek. Nie wróciłem z uśmiechem na twarzy.

Plan był skomplikowany! Zobaczyłem cudowne miejsca! Zrobiłem niesamowite zdjęcia! Wróciłem rozpromieniony i w skowronkach, z wyrazem twarzy, który w hierarchii zadowolenia, od uśmiechu jest o kilka poziomów wyżej!


Zastanawiałem się gdzie pojechać.
No, żeby było atrakcyjnie.
Wezmę parę dni wolnego i... pojadę.
No, ale gdzie?
Gdzieś dalej, ale nie za daleko.
Co my tam mamy na tej mapie?
O! Włochy!
Niech będzie i tak. Włochy! Mój cel!
Ile to kilometrów?
Zależy w które miejsce...
Co mamy blisko?
Wenecja? Serio, Wenecja jest tak blisko?
Czas planować!
Ale hola, hola... Co my tu mamy? San Marino?
Przecież to kawałek dalej niż Wenecja! Jadę!
Słowenia? Jadąc do celu, będę przejeżdżał przez Słowenię? To przecież taki "Europejski Orient".
Może warto byłoby zatrzymać się na jeden dzień...
Nie wierzę!  Z Włoch do Chorwacji jest tak niedaleko?
To może by tak wracać inną drogą i zatrzymać się też w Chorwacji.
A później przez Węgry... i Słowację... A jak na Słowenię, to przez Austrię... to może tak przez Czechy...
Postanowione!

...ale nie zaplanowane!
Do wyjazdu calutki miesiąc, więc miałem sporo czasu żeby to sobie poukładać. Powybierać ciekawe miejscowości, a w nich ciekawe miejsca... a w nich ciekawe widoki...
Planowanie takiego wyjazdu wydawało mi się bardzo łatwe...
I owszem takie właśnie było! Bardzo łatwe! Niestety, również czasochłonne.
Ale chwila dzisiaj i chwila jutro, tworzą już dwie chwile... więc jakoś to poszło. A i bardzo przyjemne było.
Co może być nieprzyjemnego w tworzeniu własnej trasy? W wybieraniu z mapy tego co nam się podoba, a odrzucaniu tego, co wydaje się być nieatrakcyjne?

Małym... takim bardzo małym problemem, może się wydawać zmęczenie... gdyż w takiej oto wycieczce należy być cały czas na nogach... mało spać... dużo obserwować.
Czy owo wspomniane zmęczenie jest trudne do przeżycia?
Nie jest.
Po całym dniu atrakcji, padasz jak jedno-skrzydła mucha pada w krowie... a następnego dnia budzisz się w oczekiwaniu nowych, fantastycznych widoków.


Jak na jeden post byłoby zbyt dużo i zbyt nużąco, dlatego postanowiłem dawkować emocje, o ile oczywiście jakieś emocje powoduję, i opisywać ten Dobry Trop stopniowo.
Zapraszam do śledzenia bloga w celu... każdy ma swój cel...

W ciągu dalszym rozpoczętego w tym miejscu Dobrego Tropu:

  • jak znaleźć się w całkiem innym świecie,
  • jak łatwo umrzeć lub łatwo umrzeć ze strachu,
  • jak spędzić czas w romantycznym łożu,
  • jak odwiedzić nieprzeciętne miejsca,
  • jak przeżyć w okropnym hotelu
oraz

  • jak zanudzić czytelnika Austrią...
To i wiele, wiele więcej tuż przed nami.

Apel Autora:

Drodzy Czytelnicy,
Ze statystyk bloga wynika, ze trochę Was się tu przewija i mam nadzieję czyta... dlatego...
Jeżeli podoba Wam się blog (lub nie podoba), dajcie mi o tym znać.
Jest na to kilka sposobów...
Możecie kliknąć w Lubię to!
Możecie również podzielić się treścią tego bloga na Twitterze, Facebook'u, Google+, czy przypiąć na Pintereście.
A co najważniejsze - możecie napisać komentarz.
Będzie to dla mnie bardzo miłe i cieszył się będę niesamowicie... (chyba, że wolicie, abym się nie cieszył i żeby było mi źle - wtedy postąpcie również według powyższych wskazówek, a uwierzcie mi, będę płakał)...
Tym z Was, którzy dali o sobie znać już wcześniej - pięknie dziękuję i... jestem z Was dumny!
W prezencie od autora, kilka zdjęć, ponownie zapowiadających to co mam zamiar szerzej pokazać za jakiś czas:

Wenecja
San Marino
Chorwacja

Zaletą bycia TU, jest możliwość bycia TAM...

2 komentarze :

  1. O taaak! Chorwacja! Ciekawa jestem jak Ci się podobała - moje ulubione państwo (a widziałam już nie jedno) :P W przyszłym roku będę studiowała pół roku w Opatiji, więc chętnie dowiem się, co tam w tym Lovran jest ;) Ze swojej strony polecam Trogir, Szybenik (z pięknym widokiem na wyspy chorwackie ze wzgórza) i Split.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż... że Chorwacja piękna jest i ma swój urok, zaprzeczyć się nie da :)) Chętnie podzieliłbym się swoją opinią na temat Lovran, ale tak sobie myślę, że o czym później bym pisał :p dlatego poproszę Cię o cierpliwość... Co do Twoich planów... Zazdroszczę, ojjj zazdroszczę :)

      Usuń