poniedziałek, 7 września 2015

Bałkany Oli - czyli jak łatwo pozbyć się zbędnej nerki...


- Jak to tak? - Zapytałem pełen obaw - nie boisz się? Autostopem po Albanii? Przecież tyle się o tym mówi... że niebezpiecznie, że dwójka turystów odnaleziona w lesie z dziurami w głowach, że to i tamto, że ciągle coś i gorzej i gorzej.
- Nie sprawdzę, to się nie dowiem - odpowiedziała spokojnie, a po jej twarzy przemknął ledwie widoczny, zawadiacki uśmiech.


To właśnie Ola. 
Z miłości to odkrywania nowych miejsc poświęci wiele więcej niż możecie sobie wyobrazić.
Wydaje się, że jak dla niej, to autostopem można dostać się nawet na Księżyc.
Nawet?
Księżyc to dopiero początek.

Świeżo po powrocie z Bałkanów - wywiązując się w pełni z danego mi słowa - napisała, opowiedziała, podzieliła się jedną ze swoich świetnych historii... Specjalnie dla czytelników DobregoTropu.
Dziękuję Olu.


Bałkańska przygoda – Bułgaria i Rumunia
Tekst i zdjęcia:
Aleksandra Nowak



Ostatnie 26 dni spędziłam jeżdżąc autostopem po krajach Bałkańskich z dwojgiem ludzi poznanych przez Internet. Podczas podróży wydałam +/- 700 zł, ani razu nie płacąc za transport, czy nocleg. Poznałam niezliczoną masę ludzi, odwiedziłam 9 krajów, widziałam tyle wschodów i zachodów Słońca, ile w ciągu całego ostatniego roku. Przywiozłam ze sobą 3800 zdjęć, kilka muszelek i piękną opaleniznę. Najważniejsze są jednak wspomnienia przygód, surrealistycznych i nieprawdopodobnych, czasem trochę ryzykownych i niebezpiecznych, ale zawsze kończących się pozytywnie.

To była najwspanialsza podróż tych wakacji. Zaczęła się wraz z Rumunią, która przywitała nas bezkresnymi polami słoneczników, malowniczo splątanymi kablami wysokiego napięcia, sforami bezdomnych psów, plastykowymi pieniędzmi i nieziemskimi upałami. Temperatury utrzymywały się przez cały wyjazd na poziomie 35+, ale i tak Timisoarę zapamiętam jako najgorętsze miejsce na świecie (subiektywnie odczuwalna temp. jakieś 42 st). Tam spędziliśmy miły wieczór z Szymonem, polskim kierowcą, który zabrał nas aż ze Słowacji, a następnego dnia podwiózł do jednego z Rumuńskich zamków, za co jesteśmy mu dozgonnie wdzięczni. Kolejne dni spędziliśmy nad Morzem Czarnym, które po stronie rumuńskiej zawiodło nas przepełnionymi i zaśmieconymi plażami, ale za to w Bułgarii odkryło przed nami swoje prawdziwe piękno. W tym kraju zdarzył nam się też pewien przejazd, którego nie zapomnimy do końca życia.

Po 1,5 godziny łapania stopa z Warny w stronę Sofii, zatrzymał się dla nas na środku linii dzielącej pobocze z pasem ruchu kierowca wyglądający jak główny bohater filmu Transporter (Jason Statham). Nie znał angielskiego, więc po uzgodnieniu miejsca docelowego poprzez wskazanie go palcem na mapie, nie odezwał się do nas ani słowem przez całą podróż. I teraz opiszę chwilę, w której na prawdę się bałam, a która z perspektywy czasu, wywołuje na mojej twarzy szczery uśmiech. Wyobraźcie sobie, że zabiera was do samochodu właśnie taki, rosły kark w stylu gangstera, zaczyna przyspieszać do 180 km/h, wyprzedzać jak szalony wszystkie samochody, widzicie jak współtowarzysze zapinają szybko pasy, próbujecie zrobić to samo, ale.. nie działają. Uporczywie staracie się jakimś cudem przypiąć tę pieprzoną klamrę w najbliższe zapięcie, ale bezskutecznie.. próbujecie tego samego z zapięciem dla środkowego miejsca, ale tylko wbijacie je głęboko w siedzenie, tak, że już nie da się go wyjąć. Pozostaje tylko trzymać się całą podróż uchwytu nad drzwiami.. i myśleć.. dlaczego właściwie ten typ się zatrzymał? Skoro tak mu się spieszy, na cholerę wziął autostopowiczów? Może nie chce umrzeć w samotności, może jest jakimś psychopatą i lubi w ten sposób straszyć ludzi? A może chce sprzedać nasze nerki? Ciekawe ile płacą za ludzkie nerki? 15 tys. zł, a może 30? Czy on na prawdę chce nas zabić za takie pieniądze? Kierowca trzyma kierownicę rękami wyprostowanymi w łokciach, jakby grał na symulatorze, albo prowadził samochód rajdowy i co jakiś czas rusza głową w rytm muzyki, a trzeba dodać, że w tle lecą przeboje Elvisa Presley’a  i The Beatles.  I w tym momencie kończy się droga szybkiego ruchu, a zaczynają serpentyny i ograniczenia do 90 i 70. Nasz rajdowiec jednak nie zwalnia, jadąc podziurawioną drogą nadal wyprzedza wszystkich po kolei, a z odtwarzacza zaczyna lecieć Vivaldi, Cztery pory roku – Wiosna.. Świadome tego, z jak surrealistyczną sytuacją mamy do czynienia, wymieniamy tylko spojrzenia z Anią, (bo Piotrek siedzi na przednim fotelu) i nerwowo się uśmiechamy. Po jakiejś godzinie nasz kierowca zatrzymuje się na stacji benzynowej, przynosi nam ze sklepu po butelce zimnej wody (pierwsza myśl – to pewnie po to, by nawodnić nasze nerki), po czym próbuje odpalić samochód, ale nie może, więc otwiera maskę i grzebie w kabelkach.. po kilku próbach znów jedziemy z zabójczą prędkością zastanawiając się tym razem, czy aby nasz pojazd nie jest kradziony.. Podróż kończy się za jakieś 15 min, grzecznie dziękujemy, wyjmujemy plecaki z bagażnika i gdy już nasz kierowca odjeżdża, śmiejemy się serdecznie, wymieniając myśli, jakie towarzyszyły nam w tych chwilach grozy. Tak, to była niebezpieczna podróż.. ale.. kto nie ryzykuje, ten nie jedzie.


Fotorelacja Bałkańska:

Ale jak oni się w tym orientują?
W Rumunii mają wyjątkowy talent do psucia krajobrazów. 
Timisoara, Rumunia.
Wrak statku pozostawiony na mieliźnie. 
Constinesti, Rumunia
Zamek w Hundeoarze
Zamek cd.
Zamek cd.
Nocleg gdzieś w trasie, po prawej stado kóz ^_^
Plaża w Constinesti, Rumunia
Piękne, plastikowe pieniądze -nieprzemakalne i wytrzymałe,
do tego bardzo kolorowe.
Albena, Bułgaria.
Autobusowy kasownik w Bułgarii.
Jaki to ma sens, skoro kasownik zostawia tylko cztery kropki w bilecie?
Może są tu jeszcze jakieś ukryte znaki?
Cerkiew, Sofia, Bułgaria.
Meczet w Sofii, Bułgaria. I dwa zielone Elfy ;)
Bonus za który zapłacisz kartą MasterCard
Bonus 2


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz