wtorek, 1 grudnia 2015

UKRAINA 2015

Słyszę strzały z karabinów.
Wybuchy.
Boję się o swoje życie...

...ale to tylko w mojej głowie są strzały, wybuchy i strach przed utratą życia.

Ukraina.
Pewny jestem, że słyszeliście o wielkiej wojnie...
Putin.
Wielka Rosja.
Malutka Ukraina.

Nie chcielibyście się przekonać na własnej skórze?
Pokonać obawy, lęki...?
Zobaczyć ile z tego to prawda?
Ja chciałem. Nie mogłem oprzeć się pokusie.
Pojechałem.
I...
...zastrzelili mnie.
To jak piszę tego posta? - Zapytacie.
Magia Internetu.

Ale, bądźmy poważni.
Walki jeśli są, jeśli były, to nie na całej Ukrainie.
Jeżeli temat interesuje Was nieco bardziej, polecam stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zobaczycie tam kolorową mapkę tego kraju z zaznaczonym terenem, gdzie nie warto, a nawet nie powinno się zapuszczać.
Jednak większa część wspomnianej mapki jest zielona.
Zielony z kolei oznacza: chcesz to jedź, pozwiedzaj i wracaj...
...pamiętaj jedynie ile i czego możesz przewieźć przez granicę w drodze powrotnej...
...bo, jak to zapytał celnik:
- Papierosy wiezie?
- Tylko te moje. Jedną, niepełną paczkę - niepotrzebnie wdaję się w szczegóły.
- Jeden karton? - Atmosfera się zacieśnia.
- Nie. Taką małą paczkę - tłumaczę.
- Hmm - waha się celnik. - A wódkę?
- Nie - nauczony doświadczeniami pierwszego pytania oraz zwyczajnie, brakiem trunku, odpowiadam zdawkowo.
- Wódki nie wiezie? Dlaczego? Tania na Ukrainie... - w tym momencie zastanawiam się czy to podchwytliwe pytanie mające na celu moje przyznanie się, że szmugluję wódę, czy może zwyczajnie był zdziwiony faktem, że jakoś nie przepadam za przeźroczystymi trunkami.
- No... nie lubię wódki - pada z moich ust krótka odpowiedź. Celnik patrzy na mnie jak na wariata, a ja zaczynam się zastanawiać o co jeszcze może zapytać.
- Kobiety? - Doigrałem się! Teraz zobaczy, że w bagażniku przewożę swoją przyszłą żonę.
- Nie - uśmiecham się odpowiadając, bo nie sądziłem, że kiedykolwiek, ktokolwiek zapyta mnie czy przemycam ludzi.
- Jak koła i felgi całe, to jechać - w normalnych okolicznościach zdziwiłoby mnie takie stwierdzenie, ale nie po powrocie z Ukrainy.
Bo wiedzieć trzeba, że drogi w Polsce, może nie dorównują Niemieckim autostradom...
I... można na nie narzekać i narzekać...
Ale ja już nigdy nie będę.
Tego nie da się opisać.
Jedna wielka dziura.
A tam gdzie kończy się wielka dziura, zaczyna się kolejna.

Słyszeliście kiedyś, że Lwów (tak, tak, tak, kiedyś Polskie miasto) jest równie piękny jak Kraków?
Nie jest.
Ale to właśnie Lwów obrałem sobie za cel swojej wycieczki.

Miejsca, w których powinniście się znaleźć, odwiedzając Lwów, podążając moim Dobrym Tropem:

- Rynek

Rynek - nieodrestaurowane kamienice, byłyby zapewne urodziwe, gdyby ktoś się nimi zajął, ale tak się nie stało i pewnie długo (albo nigdy) nie stanie. Jednak to co jest, wystarczy, aby wpisać go na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Rynek

Zaskoczenia:

Przed wyjazdem na Ukrainę zapewniano mnie wszędzie, że po Polsku dogadam się wyśmienicie, że jak powiem:
- Nigdy wcześniej, w moim przesympatycznym życiu nie widziałem czegoś równie pięknego, jak tamten lekko beżowy, wpadający lekko od północnej strony w seledyn, budynek. Nie spodziewałem się również, że może on konkurować z tym schowanym za nim popielato-karmelowym. A w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie na stole z powyłamywanymi nogami w pobliżu którego Król Karol... korale.
Tak, więc zapewniano mnie, że jeżeli tak powiem, to mój rozmówca podejmie wątek i odpowie mi coś w stylu:
- W rzeczy samej, mój drogi obcokrajowcu. Te dwa budynki w istocie są niepowtarzalne, a ich piękno powala... rozkłada na łopatki również i mnie. Bądź tak łaskaw i powiedz mi mój drogi podróżniku, czy dobrze to wymawiam: drabina z powyłamywanymi szczeblami?

Rzeczywistość różni się nieco od tego co powyżej.
Owszem. Jeżeli będziecie używać nieskomplikowanych słów...
To dogadacie się bez problemu, ale...
...bez przesady.

No chyba, że spotkacie, tak jak ja, uprzejmego Ukraińca, który włada językiem Polskim równie biegle jak swoim ojczystym...

W tym miejscu pozdrawiam Witka, od którego niejeden Polak mógłby nauczyć się niejednego na temat patriotyzmu.
I pomimo, że Witek mówił o Polsce jak o lepszym świecie, widać było, że Ukrainę kocha i złego słowa nie powie...
No chyba, że żartem:
- Wszyscy chcą jechać z Ukrainy, a Ty tu przyjeżdżasz? Po co? - wytrzeszcz oczu i lekkie kiwnięcie głową. - Przecież tu nic nie ma.
- Mnie tam się podoba - odpowiadam.
- To tu zostań i pracuj za ukraińską pensję - po tym stwierdzeniu nie wiem co miałbym mu powiedzieć.

Jednak największe moje zaskoczenie nastąpiło nieco później...
Przemierzam z Witkiem Lwów i nagle:
- O, Rosjanie - słyszę z ust towarzysza wycieczki, który wskazuje mi na trójkę ludzi, którzy jak dla mnie mówią tym samym językiem, którym wszyscy... jednak jest inaczej. Gruby mężczyzna wraz ze swoją odzianą w futro żoną i małym synkiem przemierzają Lwów całą ulicą, jakby już był ich.
- Jak to tak? - Szczęka mi opada... no bo nie spodziewałem się, że w takich czasach, w takich okolicznościach... napięciach Rosyjsko-Ukraińskich... że Rosyjska rodzina przyjedzie sobie do Lwowa... pozwiedzać. Skupiam się i nieco naiwnie dopytuję - Nikt im nic nie zrobi?
Witek rozgląda się przez chwilę, sprawdza czy tylko on ich widzi i odpowiada:
- Kiedyś by im coś zrobili, teraz już nie.
Czyżby ocieplenie klimatu?

Refleksja:

Przyzwyczajeni jesteśmy, że w Polsce jest źle...
Źle?
Bardzo źle.
Drogi złe, pensje marne, poziom życia najniższy na caaaałym świecie.
No cóż, nie jest tak!

Wskazówki:

Jeżeli pojedziecie samochodem... będziecie mieli problem z zaparkowaniem.
Nie widziałem parkingów, ludzie parkują na ulicy... gdzie popadnie.
Też nie wierzyłem, że gdzie popadnie.
Przekonałem się.

I jeszcze mała fotorelacja:

Życie dalej toczy się na Ukrainie
Lwów
Lwów
Lwów
Ludzie nadal pracują na Ukrainie
Okolice Lwowa
Jedynymi zadbanymi budynkami w tym ubogim
kraju są świątynie... te ze złotymi dachami
Jedna z popularniejszych marek na Ukrainie
Okolice Lwowa


Sad


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz