poniedziałek, 14 marca 2016

Cudze chwalicie? Bieszczady.


Biesy i Czady.
Bieszczadzkie diabły, których możecie poszukać...
Możecie równie dobrze chłonąć spokój, ciszę, piękno, przestrzenie...

Bieszczady to nie miejsce dla Was...
Jeśli jesteście ekstrawertykami.
Bzdura, każdy czasami potrzebuje pobyć sam ze sobą.

Bieszczady to nie miejsce dla Was...
Jeśli boicie się ciemności.
Poniekąd... wszakże słońce tam dociera.

Bieszczady to nie miejsce dla Was...
Jeśli cierpicie na Agorafobię.
Zdecydowanie.
W tym wypadku to nie miejsce dla Was.
Dlaczego?
Agorafobia to lęk przed otwartymi przestrzeniami, których w Bieszczadach jest mnóstwo.

Znacie legendę Bieszczadzką?
Mnie nie przypadła do gustu, ale...
To legenda!
Więc to chyba ważne.
Ważne czy nie, przytoczyć wypada:
"Legenda o po­wsta­niu Bieszczadów, po­cho­dząca z książki Andrzeja Potockiego pt. >>Księga le­gend i opo­wie­ści bieszczadzkich<<.  
Na po­czątku na tym skrawku ziemi za­po­mnia­nym przez Boga, tylko dia­bły har­co­wały. Awantury, roz­boje i gwałty czy­niły mię­dzy sobą. Nie były to ja­kieś dia­bły szcze­gólne, ot zwy­czajne ro­gate i wło­chate po­spól­stwo. Ich mno­gość po­wo­do­wała, że lu­dzie nie chcieli się na tym te­re­nie za żadne skarby osie­dlać. Wydawało się, iż ta część Karpat na za­wsze po­zo­sta­nie dia­blo bez­ludna. Nawet na­zwy swo­jej wtedy nie miała, bo niby jak na­zwać taką dia­blą krainę?
Kiedy w wy­niku eks­pe­ry­men­tów ge­ne­tycz­nych wy­ho­do­wano w pie­kle dwie nowe od­miany dia­błów, jedne na­zwano Biesami, a dru­gie Czadami. Różniły się one znacz­nie od reszty dia­blej po­pu­la­cji dla­tego, naj­go­ręt­sza eg­ze­ku­tywa pie­kielna po­sta­no­wiła umie­ścić je w od­dziel­nym re­zer­wa­cie. Wybór ten padł na tę do­tąd nie­na­zwaną, czar­cią kra­inę. Wyłapano tu do­tych­cza­sową bie­sią ho­łotę, po czym za­lud­niono, a ra­czej za­dia­blono pie­kielny re­zer­wat, bie­sami i cza­dami. Wtedy też po­wstała jego na­zwa – Bieszczady.
Ale gdzie jest dia­beł, po­wi­nien być i anioł, bo gdzie jest zło, po­winno być i do­bro. Zawsze tak było i tego po­rządku na­wet dia­bły nie ważą się zmie­niać. Niestety sfery nie­bie­skie nie zgo­dziły się wy­sy­łać do biesz­czadz­kiego re­zer­watu anioł­ków, bo one były edu­ko­wane prze­ciw zwy­czaj­nym dia­błom, a nie ge­ne­tycz­nym mu­tan­tom. Zachodziła przeto obawa, że anioł­ko­wie mogą no­wemu za­da­niu nie po­do­łać, a co gor­sza same zejdą na psy, czyli ina­czej mó­wiąc ule­gną dia­bel­skim pokusom.
Wtedy za­grały Biesy z Czadami w orła i reszkę. Wyszło im, że biesy będą od złego, a czady od do­brego. I na­tych­miast wró­ciła nor­mal­ność do tej kra­iny, a wraz z nią przy­byli lu­dzie. Nie od razu, ale po­woli za­częli za­sie­dlać co­raz to nowe do­liny nad rze­kami i po­to­kami, a po­tem po­szli na­wet w góry, pod sa­mymi po­ło­ni­nami za­kła­dali wsie.
Jedni przy­by­wali tu z Małopolski, inni z Rusi, a jesz­cze inni z Wołoszy, ze Słowacji i od Madziarów. Tak się tu wy­mie­szali, wy­ko­tło­wali, że te­raz nie po­znasz kto stąd – bo każdy jest stąd. A Biesy i Czady? No cóż, ro­bią od kil­ku­dzie­się­ciu wie­ków swoją zwy­kła diablo-anielską ro­botę, raz le­piej, raz go­rzej, bo prze­cież nie spo­sób wszyst­kim lu­dziom dogodzić…"
źródło: http://www.biesyiczady.eu/bieszczady/legenda/biesy-i-czady-czyli-jak-powstaly-bieszczady/ 


Bieszczady to miejsce wyjątkowe.
Miłość od pierwszego wejrzenia.

Życie biegnie tam swoim rytmem, więc jeśli najdzie Was ochota na chleb z masłem i postanowicie wybrać się do sklepu po produkty na to wykwintne danie, może okazać się, że jest zamknięty mimo iż na wywieszce wielkimi pogrubionymi cyframi wypisano, że czynny być powinien.
Zapytacie, no jak to tak?
Prosta sprawa:
- Nie było klientów, to co będę tu siedzieć - wyjaśnia mi Pani, nazwijmy ją, Marysia.

I nie dotyczy to tylko sklepów, ale właściwie wszystkiego.
Nie zatrzymałem się nocleg zbyt blisko głównej atrakcji - Połonin, ale przecież są tam w pobliżu parkingi.
Jadę więc.
Kilka złotych za postój, niech będzie.
Dojeżdżam.
Parkuję.
Idę do budki strażnika zapłacić...
Zamknięte.
Czekam, bo może za chwilę przyjdzie.
Poszedł za potrzebą?
Podjeżdżają inni i razem czekamy.
Zakończenia tej historii już pewnie się domyśliliście.
Tak.
Nikt nie przyszedł.
Samochody zostały.
Wszyscy radowali się ze zwiedzania...
A stróż?
Nie mam pojęcia.
Może uznał, że tamtego dnia zwyczajnie mu się nie chce i porobi coś innego.

Miejsca, w których powinniście się znaleźć, odwiedzając Bieszczady, podążając moim Dobrym Tropem:

- Sanok
- Solina
- Połonina Caryńska
- Tarnica
- Cerkiew

Sanok - Dlaczego do Sanoka?
Bardzo to prosta sprawa.
Z Sanoka pochodził Zdzisław Beksiński, czyli jak dla mnie, polski artysta numer jeden, a co za tym idzie, to właśnie w tym miasteczku znajduje się cudowna kolekcja jego prac.
Co jeszcze w Sanoku?
Nic.

Wystawa Beksińskiego w Sanoku 
Rynek w Sanoku

Solina - Tu podobnie jak w Sanoku.
Jedna atrakcja naraz.
Jednak w tym przypadku będzie mniej artystycznie, a bardziej technicznie.
Zapora wodna.
Ale!
Nie byle jaka, bo największa w Polsce.

Zapora wodna - Solina
Połonina Caryńska - Obok drugiej - Wetlińskiej, zaliczam ją do bieszczadzkiej śmietanki miejsc do odwiedzenia.
To samo sedno Bieszczad.
Połonina to, jak podaje Wikipedia: piętro roślinności o charakterze naturalnym, którego zasięg poszerzony został znacznie przez działalność człowieka.
Dla mnie to po prostu: przestrzeń, gdzie można swobodnie odetchnąć pełną piersią.

Połonina Caryńska
Tarnica - Bieszczady nie należą do najwyższych gór, nawet nie są blisko, a Tarnica to najwyższy szczyt polskich Bieszczadów - 1346 m n.p.m.


Tarnica
Bonusową ciekawostką jest, że aby dotrzeć na Tarnicę, powinniście wylądować w Wołosatem, czyli najbardziej wysuniętej na południe zamieszkałej miejscowości w Polsce.

Cerkiew - Nie żadna konkretna.
Po prostu... cerkiew.
W Bieszczadach cerkwi jest bardzo wiele, dlatego odwiedzenie choć jednej z nich to właściwie obowiązek, tym bardziej, że zaliczyć możecie kolejne miejsce z listy światowego dziedzictwa UNESCO.

Cerkiew
No i polecam te, które nie zostały przerobione na kościół, co było częstą praktyką.

Zaskoczenia:

Cisza.
Ciemność.

Cicho tam tak, że gdybym tam nie był, to nie wyobraziłbym sobie, że gdzieś tak cicho może być.
Ciemno (nocami) tam tak, że nie uwierzyłbym, że czerń może przybrać tak nasycony odcień.

Wyobraźcie sobie krętą, drogę przez las.
Nocą.
Jedziecie nią.
Światła Waszego samochodu ledwo dają radę oświetlić cokolwiek.
Jedziecie tak już dobre kilka kilometrów i nagle...
Mężczyzna.
Zarośnięty.
Brudny.
Stary.
Idzie... gdzieś.
Co byście sobie pomyśleli?
Dodam, że robiąc research przed wyjazdem natrafiliście na ciekawostkę, a mianowicie...
Że w Bieszczadach w głównej mierze osiadali (pomijając Biesy i Czady) ludzie na bakier z prawem, którzy to zwyczajnie uciekali i zaszywali się w głuszy.
Pomyślałem wtedy, że to świetnie, że mam samochód i mogę go zwyczajnie ominąć i jechać dalej.
Zdziwiłem się gdy w magiczny sposób dogonił mnie w najbliższej miejscowości.
Mijaliśmy się w sklepowych drzwiach.
Okazało się, że jest miłym, kulturalnym człowiekiem, nie szukającym zwady, ale też widać było po nim, że jeżeli ktoś wejdzie mu w drogę... to to będzie jego ostatnia droga.
I takich właśnie ludzi w Bieszczadach spotkacie na każdym kroku.
Twardych, wyglądających na nieprzyjaznych, ale równocześnie pomocnych i sympatycznych.

Refleksja:

Kontrast.

Po wycieczce w Bieszczady pojechałem prosto do Krakowa...
Czyli duże miasto, światła, hałas.
No wiecie o co mi chodzi.

Stojąc na ulicy nie mogłem się odnaleźć w tej rzeczywistości.
Duże miasto było jeszcze większe, światła świeciły jaśniej, a hałas był nie do zniesienia.

Garść informacji:

- Co zjeść?: proziaki - placuszki smażone, fuczki - placuszki smażone z kapustą kiszoną

- Co kupić?: jeżeli stać Was na spory wydatek, to polecam IKONY. Nie jestem fanem dewocjonaliów, ale ikony mi się podobały. Polecam wygooglować, choć to zupełnie nie to samo, co widzieć je live.

Wskazówki:


Połonina Caryńska - moim zdaniem najlepiej czerwonym szlakiem z Ustrzyk Górnych

I jeszcze mała fotorelacja:


Połonina Caryńska
W drodze na Caryńską
Bieszczady
Bieszczadzki trawnik
Bieszczady cz. 2
Bieszczadzki obrazek
Bieszczady cz. 3
Bieszczady cz. 4
Stado
Bieszczady cz. 5


Wildness...


2 komentarze :

  1. Super! Cieszę się, że nareszcie pojawił się kolejny wpis i że w Bieszczadach, nie złapał Cię deszcz ;) Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) A za brak deszczu czy innych opadów wdzięczny jestem do tej pory. :P

      Usuń